niedziela, 11 grudnia 2011

W Czarnej śnieg, znak że enduracy jeżdżą dla Cegły i Jana


Tę relację należy zacząć od postulatu. List otwartego "soł tu sej". Za każdym razem, gdy banda riderów spod znaku EMTB.pl pojawia się w Czarnej Górze na przełomie listopada i grudnia, ich obecność wiąże się z potężnymi opadami śniegu. Tegoroczny zimowy zlot upamiętniający naszych nieodżałowanych przyjaciół - Janka Tkocza i Jędrka Cegielskiego potwierdził tą regułę. Może zatem lokalna stacja narciarska podpisze z organizatorami jakąś umowę? Gwarantujemy doskonałe warunki :)

Jeszcze tydzień temu w Kotlinie Kłodzkiej można było śmigać do woli w przyjemnej jesiennej aurze. Ustalony na drugi weekend działania wyciągu zlot zapowiadał się na zupełnie inną zabawę niż w poprzednim roku. Od środy uczestnicy nerwowo sprawdzali prognozy pogody, wyglądając tak upragnionej chmurki z płatkami śniegu. Drugi weekend działania wyciągu okazał się "kolejnym weekendem nie działania wyciągu" - wobec braku warunków Stacja Narciarska postanowiła przesunąć start sezonu... Sytuacja rozwijała się zatem dość ciekawie. Nadszedł czwartek. Jest nadzieja - prognozy zapowiadają opady śniegu! W piątek rano pierwsi uczestnicy pojawili się w Karczmie Hubertus - bazie wypadowej zlotu. Pionierzy potwierdzają spełnienie się marzeń uczestników - powoli zaczyna prószyć. Doświadczona przez los Ekipa Beastie Bikes dociera w dwóch rzutach na miejsce akcji. Manager Zarządzający Wielkiej Kichy składa w nocy z piątku na sobotę Ninera WFO, drugi członek bandy dociera do Hubertusa dopiero w sobotę rano. Ale nie ma co się mazać, trzeba atakować. Około wpół do jedenastej uśmiechnięta grupa kilkunastu riderek i riderów atakuje już Śnieżnik. Równocześnie do boju rusza całkiem spora grupa piechurów - w niej rodzice Cegły, jego "nierowerowi" przyjaciele, oraz dotknięci kontuzjami bikerzy. Warunki w tym roku cięższe niż poprzednio - świeży, kopny śnieg nie ułatwiał zdobywania wysokości, większość trasy do Schroniska Pod Śnieżnikiem przebyliśmy więc pchając rowery.



Droga do schroniska nie jest łatwa, po około dwóch godzinach docieramy jednak na miejsce. Pod schroniskiem czeka już pamiętający lepsze czasy Mercedes Pajonka, w środku budynku zaś czekają hektolitry dżemu jagodowego szczodrze dodawanego do naleśników, tudzież gotowanego godzinami makaronu... Po chwili aklimatyzacji, czując się jak u siebie, pasiemy (sic!) burczące kiszki, ładujemy przygotowane na czarną godzinę lampy, lekko podsuszamy zmoczoną odzież.



Wreszcie nadchodzi czas ostatecznego ataku szczytu. Powoli zakładamy wilgotne przyodzienie, zawiązujemy buty, kaski na łeb i do boju. Pierwsze metry podejścia pod schroniskiem tradycyjnie obfitują w gęstą plątaninę łubudubów pod adresem wszystkiego i wszystkich. Niestety niczego to nie zmienia i nie czyni podejścia łatwiejszym. W końcu wszystkie rowery lądują na plecach i niczym karawana Szerpów ciągniemy dalej ku szczytowi włócząc nogami ze zmęczenia. Nieopodal "ścianki" spotykamy powracającą już awangardę - Agę z Michałem i Adamem. Relacjonują nam warunki, odradzają dalszą bezcelową walkę. Jako punkt honoru stawiamy sobie zatem dojście do wspomnianej ścianki i zjazd do schroniska. Tak też czynimy, choć mało w życiu enduraka jest chwil, gdy zjeżdża pedałując na małej przedniej zębatce...



Zjazd spod ścianki wieńczymy efektownym frontflipem z potrójnym axlem i bez zastanowienia zjeżdżamy na dół w kierunku Hubertusa. Kolejny ewenement zimowego jeżdżenia - tylko w tych warunkach zjazd powyżej 40km/h szutrówką na rowerze o 160mm skoku staje się grą o najwyższą stawkę o nikłych szansach na wygraną... Gdy wszyscy uczestnicy zlotu zjawiają się już w Hubertusie zaczyna się następny obowiązkowy element programu - nasiadówka przy złotym trunku, trwające godzinami dyskusje o sprzęcie, wyjazdach i miejscówkach, wesołe żarty i kpiny. Ostatni zawodnicy kończą imprezę przed 4tą rano.



Dla każdego nadchodzi jednak nowy dzień - w niedzielny poranek, w kolejności dość dowolnej, uczestnicy zlotu lądują na śniadaniu. Plany są dość różne - niektórzy chcą zaatakować trasę FR, inni wybierają piesze wycieczki. Wszyscy łapią ostatnie godziny relaksu pośród pięknych widoków i grzejącego pyszczki słońca. Jest spot-on. Niektórzy są tak podjarani, że muszą ochłodzić rozpalone mózgowia w rześkiej wodzie...

fot. Gyrou


Drugi Zimowy Zlot EMTB.pl dla Cegły i Jana dobiega zasłużonego końca - towarzystwo powoli startuje do domów. To był bardzo fajny czas. Cieszy liczna frekwencja i wyluzowana atmosfera. Jak zwykle dopisała także pogoda. My juz wyglądamy kolejnego zlotu, który odbędzie się za rok, w drugi weekend grudnia. Do zobaczenia!

środa, 30 listopada 2011

Niner News December

Passion. Commitment. 29ers Only.
Niner News
Niner News
Niner News
Niner News
Niner News
Niner News
Niner News
Niner News
Niner News
Niner News

poniedziałek, 28 listopada 2011

Niedzielny najtrajdzik

Dziś na szybko, zgodnie z niedzielnym zwyczajem, zaatakowaliśmy WPN. Było szybko, bez gadania, jak i bez mądralińskich wspominających w zeszłym tygodniu jakieś blubry o miękkich rurach. Było elitarnie i po prostu w sam raz.

sobota, 3 września 2011

Biking mit Zwibeln – Eurobike Tag 2


Ochłonęliśmy już po pierwszym dniu Eurobike. Ilość nowości i ciekawostek na tych targach łatwo przyprawi każdego maniaka rowerów o przeciążenie sensoryczne. Po kilku godzinach zwiedzania trzeba spokojnie usiąść, skonsumować posiłek, obniżyć obroty i równo oddychając przygotować się na kolejne uderzenie nowinek ze świata dwóch kółek. A jest tego cała fura! ponad dziesięć zamkniętych hal, ekspozycja na zewnątrz, pokazy, Demo Day – kręci się w głowie! Wracamy zatem do nowinek od naszych producentów i z ciekawych stoisk.

Osprey Packs

Tegoroczną ekspozycję Rybołowa można podsumować jednym słowem: ewolucja. W rozmowach z przedstawicielami marki potwierdziły się informacje zebrane w tym roku przez nas – absolutnymi liderami sprzedaży marki są modele Raptor i Escapist. Bardzo popularny w Polsce „Uciekacz” został właśnie zaktualizowany, zmiany pokrywają się z resztą z tym, co usłyszeliśmy od Was – niektórzy poszukiwali mniejszej wersji, plecak był też troszkę zbyt „cichy”. Mówisz – masz! Osprey wprowadził nowy kolor – czerwony, przygotował także mniejszy rozmiar – 15L. Wszystko inne pozostaje bez zmian – jest mocny tkany w HEX nylon 210D, jest zintegrowany raincover, doskonała organizacja wnętrza i panel tylny AirScape. Nowy Escapist to jednak dopiero początek! Od pojawienia się na rynku linii rowerowej Ospreya, cięzko-endurowe i zjazdowe kręgi pytały – co z nami? Odpowiedź nadeszła i brzmi Zealot! To zupełnie nowy plecak skierowany do grawitacyjnych świrów. Jest zorientowany na ostrą jazdę i walkę z całym światem. Ma dedykowane dla kasków full face mocowanie, jest także LidLock – w końcu czasem używamy też zwykłego kasku. Plecak ma porządne troki na ochraniacze. Materiał jest lekki i mocny – gleby mu nie straszne. Prawdziwe ciekawostki zaczynają się dopiero u dołu. Wszyscy doskonale wiemy, że konkretna jazda bardzo często prowadzi do konkretnych awarii. Stąd rozwijana z dolnej kieszeni narzędziówka – zupełnie jak w Maluchu! Plecak jest konkretnie odpicowany - pętelka zamka dolnej kieszeni jest nawet specjalnie zabezpieczona – żeby po glebie przypadkiem nie pogubić precjozów. Ten plecak namiesza w systemie! Kolejna nowość to plecak Syncro. Osprey wycofuje z linii rowerowej Talona, wprowadzając plecak multi-use zaprojektowany od początku pod kątem różnych zastosowań związanych z rowerami. Syncro będzie Twoim najlepszym kumplem, jeżeli Twoja aktywność nie kończy się na singlach – nadaje się doskonale jako plecak do jazdy do pracy po mieście, czy też wspomoże Cię w pieszych wędrówkach. Jest niezwykle lekki, dobrze zorganizowany i wygodny. Panel tylny AirSpeed zaczerpnięty z modelu Manta nie pozwoli Ci się spocić – mocno naciągnięta i odsunięta od panelu siatka ograniczy docisk do minimum. Czekamy na sample – już niedługo do obejrzenia na targach w Kielcach.

Osprey Raptor 15


Osprey Zealot
     
      


Osprey Syncro  
    


Podsumowanie

Targi we Friedrichshafen to ogromna impreza. Każdy maniak bicykli poczuje się tam jak dziecko zamknięte na weekend w hurtowni zabawek. Ilość wystawców, marek, eksponowanych rowerów i szpeju miażdży. Żeby zwiedzić i zobaczyć wszystko, trzeba przyjechać tam na cały tydzień i ciężko się napocić – jak napisaliśmy na początku – Eurobike to nie przelewki, to kawał ciężkiej pracy do odwalenia. Bestiowóz wystartował już w kierunku bazy. Nowe wyzwania przed nami – już za miesiąc targi Kielce Bike Expo, na których postaramy się pokazać jak najwięcej nowości z Eurobike. Już dziś zapraszamy, musicie tam być!